niedziela, 19 maja 2013

Rozdział II

Nie widziałm Kamila już przez około miesiąc. Tęskniłam za jego głupimi ripostami...
Niestety, dokładnie 19 marca (nigdy nie zapomnę o tej dacie) dowiedziałam się, że Kamil leży w szpitalu. Leżal w spiączce. Nikt o tym nie wiedzial poza jego najbliższą rodziną i wychowawczynią. Od razu, kiedy dowiedziałam sie o tym wydarzeniu zerwałam się z lekcji i poleciałam z kumplem, Dominikiem, ponieważ to on mi o tym powiedział, do szpitala.
***
-O ja pierdole... nic Ci nie jest? Jak to się stało? Czy to ma jakiś związek z Justyną? -na widok Kamila nasunęło mi się miliard pytań.
-Złamałem rękę. Nic więcej mi się nie stało.
-Ale jak do tego doszło? -zadawałam więcej pytań, niż jego najlepszy kumpel Dominik.
-Wracając ze szkoły , kiedy szedłem przez park ktoś mnie zaatakował, to wszystko... -uspokoiłam sie, ponieważ wiedziałam, że na prawdę nic mu już nie jest. Czułam ulgę, kiedy on mówił do mnie...
***
Następnego dnia, znów szłam przez park południowy, nie bylo Kamila, poniewaz leżał w szpitalu. Byłam szczęśliwa...
***
Przed lekcją religii. Stałam ze znajomymi, którzy nie wiedzieli jeszcze co się działo z Kamilem. Byłam dumna z tego, że jako jedyna laska w całej budzie wiem o tym. Wydaje mi się, że to powinna być Justyna, to przecież ona go kochała... Mniejsza z tym.
 -Hejoł ziomki -nagle usłyszalam głos Jackoba. Nie był zbyt przejęty nieobecnością Kamila. Nie lubili się na wzajem. Jackobowi raczej to pasowało, że wszystkie dziewczyny są jego...
Siema, siema. Co tam? -ja też już nie byłam smutna. Koleżanki ze zdziwionym minami patryły na mnie przez cały ranek.
-Paula! -krzykną.
-No co tam Jack? -Odpowiedziałam.
-Mam dla nas 6 biletów na najbliższy koncert Strachów!
-Na serio? -mocno się w niego wtulilam i podziękowałam.
-Wybierz sobie 4 osoby, z którymi chcesz iść.
-Ok. No to na pewno Justyna, Edyta, Kamila i... -zacięło mnie bo pomyślałam o Kamilu, ale jego nie mogłabym zaprosić z powodu Jackoba.
-No i kogo...?
-Nie wiem, może Dominika? -nie wiedziałam co powiedzieć dlatego wybrałam Dominika.
-No to ustalone. -jeszcze raz przytuliłam Jackoba i poszłam do sklepiku szkolnego.
***
Po lekcjach poszłam do szpitala, aby spotkać się z Kamilem.
-Siemka!
-Hej. -złapałam go zarękę, aby mu dodać otuchy. -Nie długo wychodzę!
-Serio?
-Tak, cieszysz się?
-No pewnie!
-...ponieważ nie będziesz musiała znów tutaj przychodzić?
-Co?? Niee! -z oburzniem odpowiedzialam.
-Jeśli tak, to miło mi. -uśmiechnęłam się, potem on.
***
Miło spędziliśmy czas.
-Ja już muszę spadać, jutro sprawdzian z matmy... Do zobaczenia! -i przez przypadek nachyliłam się w stronę jego twarz i cmoknęłam w policzek. Nie mam pojęcia, dlaczego...
***
Następnego dnia, idąc przez park południowy spotkałam już Kamila. Podbiegłam i wskoczyłam na niego krzycząc : "Jesteś już!" Natomiast on odsuną się  popatrzył prosto w oczy.
-Miło mi ciebie widzieć wiszącą na mnie :D. -uśmiechną śię i zeskoczyłam z niego. Kiedy tak na niego patrzyłam, byl bardzo blisko mnie. Chciałam go pocalować, ale to chyba było nie na miejscu.

1 komentarz: